Grzebienie i grabie – webdesign bez Photoshopa

Uwielbiam Photoshopa. Naprawdę. To program, który sprawił, że ciała jeszcze nigdy nie były tak kształtne, skóra tak nieskazitelna, a barwy tak żywe, jak dziś. Kochany lub wyklinany – stał się częścią kultury masowej i dawno już przestał być po prostu narzędziem komputerowych grafików. Jednak wszystko ma słabe strony. Słabą stroną Photoshopa jest webdesign i projektowanie interfejsów. Doprawdy, nie pojmuję, dlaczego tak duży odsetek designerów nie zdaje sobie z tego sprawy.

Dotarłem ostatnio do ciekawej ankiety. Rzecz nazywa się Design Tools Survey i jest – o ile się nie mylę – projektem Khoi Vinha, człowieka, który piastuje m.in. stanowisko Principal Designera w Adobe.

Rzeczona ankieta bada, jakich narzędzi używają designerzy na poszczególnych etapach tworzenia stron internetowych i aplikacji mobilnych. Jednym z tych etapów jest – oczywiście – projekt graficzny. Okazuje się, że aż 74% rynku zagospodarowują tu zaledwie dwa programy: Sketch (34%) i Photoshop (29%). Przyznaję, nie używałem nigdy Sketcha, nie wiem, jak wygodnym jest on narzędziem do webdesignu czy UI designu (aczkolwiek zaufane osoby twierdzą, że bardzo wygodnym). Używałem natomiast Photoshopa i mogę śmiało powiedzieć, że sprawdza się on w tej roli co najwyżej dostatecznie. Przy czym uważam, że „dostatecznie” to z mojej strony pewna łaskawość.

Można by sądzić, że miliony grafików (bo 29% to przecież miliony) nie mogą się mylić. Jednak moim zdaniem tak właśnie jest i zachodzę w głowę, czy wynika to z faktu, że nigdy nie spróbowali oni (lub one) użyć innego narzędzia, czy z rzeczywistych preferencji, powodowanych jakimś świadomym, wcześniejszym rozpoznaniem zagadnienia.

Krótko i na temat: uważam, że program do projektowania graficznego stron internetowych i apek musi kierować się taką samą logiką jak rzeczone strony i apki. One natomiast budują widoki, mówiąc obrazowo, ze skalowalnych ramek, które pozostają do siebie w jakiejś relacji, zmieniającej się zależnie od medium, na którym są wyświetlane. Ramki te mają określone marginesy zewnętrzne i wewnętrzne i w jakiś konkretny sposób wyrównują sobie zawartość graficzną bądź tekstową. Zawartość ta z kolei stanowi o odrębności i jakości projektu – chodzi o odpowiedni wybór zdjęć, grafik lub filmów, odpowiednią typografię, ikonografię, odpowiednie światło, pozwalające widokowi „oddychać”. Tymczasem Photoshop nie „myśli” w ten sposób. Program ten, jak malarz, nakłada na siebie kolejne warstwy obrazu, budując głębię i tworząc odpowiednio nasyconą kolorami i kontrastami kompozycję. Wszystkie te warstwy, maski, filtry, tryby mieszania, blaski, cienie itp. itd. służą właśnie temu – stworzeniu zamkniętego, skończonego dzieła. Późniejsze zmiany, przesuwanie, poprawianie i dostosowywanie elementów składowych to czasochłonna mordęga, niezależnie od tego, jak wprawnym jest się fotoszopowcem. A czas jest tym, czego nam, grafikom, bardzo często brakuje.

W roli narzędzia do webdesignu świetnie sprawdza się natomiast InDesign. To prawda, że jest on używany przede wszystkim jako program do projektów drukowanych, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby użyć go do designu stron lub aplikacji. Ma wszystko, czego trzeba: wygodę tworzenia obiektów i layoutów (także w wersjach responsywnych), łatwość tworzenia siatek i układów prowadnic, rozbudowane reguły formatowania obiektów i tekstu, odpowiadające logiką CSS-owi… Jeżeli ktoś jest przy okazji programistą, to już na etapie projektowania może dostrzegać, w jaki sposób to będzie później zaimplementowane. Czego chcieć więcej?

Podsumowując: jeśli projektujecie strony lub interfejsy i męczycie się, robiąc to w Photoshopie, to przesiądźcie się na inne narzędzie. Naprawdę. Spróbujcie InDesigna, jeśli macie do niego dostęp. Od biedy Illustratora. W temacie Sketcha się nie wypowiem, bo nie wypada.

I na koniec fikcyjne chińskie przysłowie: Można próbować zagrabić ogródek grzebieniem – tylko po co, skoro wynaleziono grabie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *