Money for nothing – czyli jak żyć, by wyżyć

Jak wycenić projekt logo? A jak projekt graficzny katalogu? Ile powinna kosztować godzina pracy grafika i czy to źle, że chcielibyśmy jakoś prosperować, a nie tylko przetrwać? Chyba każdy grafik freelancer lub dorabiający po godzinach etatowiec zadaje sobie czasem takie pytania. Będąc na rynku już od paru lat, doszedłem do pewnych wniosków i ustaleń. Niedawno dotarłem też do ciekawej ankiety dotyczącej zarobków w branży i miło mi stwierdzić, że rzeczone wnioski i ustalenia nie są wyjęte z kapelusza.

Kiedyś sądziłem, że grafik komputerowy to jest gość i że taka posada gwarantuje godziwą i dostatnią egzystencję. Mijające lata zmusiły mnie do zweryfikowania tych hurraoptymistycznych oczekiwań. Z niejakim rozczarowaniem zauważyłem, że klienci nie są za bardzo skłonni do wydawania pieniędzy na projekty graficzne, a jeżeli już chcą skorzystać z usług profesjonalisty, to nierzadko oczekują, że ten będzie się cenił na poziomie wynagrodzenia minimalnego.

Środowisko grafików (myślę głównie o freelancerach) nie jest tu bez winy. Bardzo często żądamy (czy raczej uniżenie prosimy) za swoje usługi śmiesznych stawek, co sprawia, że pracujemy po 12 godzin przez 7 dni w tygodniu, a pieniędzy starcza nam ledwie na opłacenie kosztów prowadzenia firmy i życia – tym bardziej wówczas, gdy np. mamy na głowie kredyt i dzieci. Ewolucja rynku usług graficznych to inny, istotny czynnik. Ostatnie lata przyniosły bujny wykwit serwisów internetowych, w których za naprawdę małe pieniądze (a czasem za darmo) można kupić gotowe projekty lub zamówić własne. Serwisy te często działają na zasadzie crowdsourcingu, oferując designerom możliwość zarobku poprzez świadczenie usług na ich rzecz. W pierwszej chwili wydaje się to świetną koncepcją, jednak po głębszym zastanowieniu (i analizie ewentualnych wynagrodzeń) przychodzi otrzeźwienie. Być może crowdsourcing usług graficznych to jednak nie jest tak dobra rzecz? Bo jeżeli ktoś oferuje nam uczestnictwo w konkursie (powtarzam: konkursie) na logo dla firmy, w którym wygrać można 300 złotych (pod warunkiem pokonania dwudziestu innych uczestników i naniesienia serii poprawek do końcowego projektu od Pana Janusze i jego szwagra), to czy naprawdę mamy tu do czynienia z uczciwą propozycją? Ach, no i nie zapominajmy o drukarniach. Projekt graficzny w cenie druku to często standardowa usługa w ofercie.

Wydaje mi się, że tego rodzaju zjawiska budują u wielu klientów przeświadczenie, że logo rzeczywiście powinno kosztować 300 złotych, a grafikowi za godzinę pracy należy się 10 złotych na rękę.

Tak nie jest.

Moim zdaniem godzina pracy grafika nie powinna kosztować mniej, niż 50 zł netto. Wyznaję przy okazji zasadę, że warto zacząć od nieco śmielszej wyceny (chociażby 60 zł), aby mieć możliwość obniżenia stawki w trakcie ewentualnych negocjacji. Mając już niejakie doświadczenie i wiedząc, ile czasu średnio zajmuje mi wykonanie danego zadania, mogę podać klientowi orientacyjny koszt przygotowania projektu graficznego. Weźmy dla przykładu dwustronną ulotkę A5. Jej przygotowanie z reguły zajmuje mi około dwóch godzin. Można by więc uznać, że wycena powinna kształtować się w okolicach 100 zł netto. Jednak zazwyczaj klient chce zobaczyć najpierw dwa lub trzy szkice koncepcyjne, aby wybrać, który wariant odpowiada mu najbardziej. To zupełnie  zrozumiałe. Zrozumiałe jednak jest również, że szkice te nie zrobią się same. Doliczmy więc godzinę. Mamy 150 zł netto. Zauważmy teraz, że projektowanie to nie jedyna czynność, którą wykonuje się przy okazji podobnych zleceń. Co z czasem, który poświęcamy na dogadanie z klientem szczegółów i nanoszenie poprawek? Sumarycznie przy tej wielkości zleceniu na komunikację i korekty doliczmy kolejną godzinę. Mamy 200 zł netto. Tyle by wystarczyło – przy założeniu, że klient sam dostarcza nam tekst oraz fotografie lub ilustracje oraz że z marszu nadają się one do wykorzystania. Jeżeli znalezienie lub obróbka zdjęć (np. szparowanie włosów, sama frajda) jest po naszej stronie, to spokojnie możemy dodać następne 60 minut. Każdy, kto musi przekopywać się przez stocki dobrze wie, że nierzadko znalezienie odpowiedniego materiału zajmuje więcej czasu, niż samo techniczne poskładanie projektu. Zatem 250 zł netto. Oczywiście, jeżeli wystarczą zdjęcia z pixabaya, unsplasha czy innych pexelsów. Bo jeśli musimy zakupić licencję w płatnym serwisie, to dochodzi jeszcze ten koszt. Czyli – przyjmijmy – kolejne 50 zł.

W ten sposób z wyjściowych 100 złotych netto może się nam szybko zrobić trzy razy więcej. Jeżeli nie uwzględnimy tego przy wycenie, to wyjdzie na to, że dopłacamy do interesu.

(Bardzo ciekawą analizę dotyczącą wyceniania projektów logo prezentuje Maciej Sznitowski na swoim blogu. Koniecznie przeczytajcie, fajny, rzeczowy i pouczający artykuł: http://www.sznitowski.pl/cena-dobrego-projektu/)

Wróćmy do naszej ulotki. Czy kosztuje za dużo? Pomyślmy. Aby zarobić 3000 zł netto miesięcznie musielibyśmy zrealizować dziesięć tego rodzaju zleceń. Jeżeli nie mamy stałych klientów, to złapanie tylu robótek może się okazać trudne. Jeżeli mamy, to jesteśmy w nieco lepszej sytuacji. Z drugiej strony, wiadomo, że stali klienci dostają lepsze stawki – właśnie dlatego, że są stali.

Załóżmy jednak, że nałapaliśmy wystarczająco dużo zleceń i mamy to 3000 zł netto. Super. To teraz płacimy 18 lub 19 procent podatku. I ZUS. Bo kochamy ZUS. Ile zostaje?

No właśnie.

Wszystko to wydaje się jasne i logiczne. Czasami jednak trafiamy na klienta, który tak szczerym zaskoczeniem reaguje na podobną wycenę („Ale jak to?! Naprawdę tak drogo?”), że zaczynamy się zastanawiać, czy aby na pewno wszystko z nami w porządku.

Całe szczęście, są jeszcze źródła obiektywne. Dotarłem niedawno do świetnego artykułu w Grafmagu dotyczącego zarobków w branży: Jak wycenić swoją pracę? Przegląd zarobków grafików. Po jego lekturze z satysfakcją stwierdziłem, że moje wyobrażenie o uczciwej stawce za godzinę pracy nie jest – bynajmniej – wyssane z palca. Podobnych kwot żąda 32 procent respondentów, z czego 25 procent wycenia się w zakresie 40–60 zł, a 7 procent w zakresie 60–80 zł. Około 50 procent kolegów grafików i koleżanek designerek ceni się mniej. Tylko 15–20 procent freelancerów jest droższych.

Kiedyś sądziłem, że grafik komputerowy to jest gość i że taka posada gwarantuje godziwą i dostatnią egzystencję. Mijające lata zmusiły mnie do zweryfikowania tych hurraoptymistycznych oczekiwań, jednak nadal myślę, że da się z tego sensownie żyć. Być może kiedyś zmienię zdanie, przekwalifikuję się na  – nie wiem – trenera tai chi, bibliotekarza albo baristę. Ale jeszcze nie dziś. Nie dziś.

Fot. Oliver Thomas Klein

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *