Błędy składu i interpunkcji w reklamach outdoorowych

Sobotni wieczór. Centrum miasta tętni weekendem. Nieśpiesznie, krokiem rejsowym, zmierzam ku swojej dzielnicy. Wzrok błądzi tu i tam, jest absurdalnie ciepło (jak na środek lutego), myślę o niebieskich migdałach. I wówczas wzrok mój pada na wielką reklamę outdoorową, która – jak mural, choć bez porównania mniej porywający od prawdziwego – pokrywa całą boczną ścianę mijanego budynku. Tekst reklamy to całe dwanaście słów, a mój mózg rejestruje w nim aż cztery błędy. Wyciągam telefon, robię zdjęcie, gdyż przypadek aż prosi się o komentarz.

Błędy składu i interpunkcji w reklamach outdoorowych nie są, bynajmniej, rzadkie. Są niepokojąco częste i trudno mi zrozumieć, z czego wynikają, ponieważ tekstu na takich reklamach jest z reguły niedużo i łatwo wykonać na nim korektę. Omawiany przypadek jest o tyle jaskrawy, że „mural” zawierał wyłącznie krótki tekst, w którym zagnieździły się aż cztery błędy.

Błędy interpunkcji, błędy składu…

Moje motto na luty: Lepiej przyjść spóźnioną, niż przegapić kuriera z paczką. Proste zdanie, prosty przekaz. Umiarkowanie zabawny, umiarkowanie chwytliwy. Nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że udało się pomieścić w nim aż cztery błędy. Jak to możliwe? Zobaczmy:

Mamy tu:

  • podwójną spację przed lutym (interpunkcja)
  • spację przed dwukropkiem (interpunkcja)
  • brak przecinka przed niż wprowadzającym równoważnik zdania (interpunkcja)
  • wiszący spójnik: kuriera z paczką (skład tekstu)
Błędy składu i interpunkcji w reklamie outdoorowej

Błędy w reklamach outdoorowych – możliwe wytłumaczenia

Jak wspomniałem, zachodzę w głowę, o co tu chodzi. Podwójne odstępy, spacje przed interpunkcją, wiszące spójniki – to przecież bardzo podstawowe sprawy, żadne tam kruczki czy niuanse. Skąd więc się biorą np. na tak wielkim formacie, którego wyprodukowanie i umieszczenie w jednym z najludniejszych punktów miasta jest przecież bardzo kosztowną sprawą? Czy kilkadziesiąt złotych dla korektora (w tym przypadku chyba nawet kilkanaście) to naprawdę za wiele w kontekście budżetu na całą robotę?

Widzę tu trzy możliwe wytłumaczenia:

  1. Niedbałość, pośpiech, rutyna. Praca w szeroko pojętym marketingu, reklamie czy grafice reklamowej to często bardzo krótkie terminy, bardzo nagłe decyzje lub robota nad kilkoma tematami na raz. Zdarza się, że w tym młynie ktoś albo się nie przyłoży (bo już naprawdę nie daje rady i kolejny temat do zrobienia ASAP-em to kropla przelewająca czarę), albo zrobi jakiś głupi błąd w rodzaju posłania na produkcję niewłaściwego pliku. Według mojej wiedzy tak właśnie było ze sławetną wpadką z mikserami Shutterstocka w Biedronce. Oczywiście, błąd to zawsze błąd i kontekst nie sprawia, że błędem być przestaje, jednak w takich sytuacjach jest to błąd strukturalny, że tak powiem, wynikający ze splotu decyzji różnych osób i okoliczności częściowo niezależnych od człowieka wykonującego projekt.
  2. Niewiedza. Tak, to możliwe. Obecnie rynek graficzny bardzo się rozrósł, zapotrzebowanie na projektantów jest duże, a do branży wchodzi mnóstwo osób ze słabym przygotowaniem. Lub przynajmniej – słabym przygotowaniem do pracy z tekstem. Wynika to, ponownie, ze splotu okoliczności. Łatwość obsługi softu, mnogość narzędzi graficznych i urodzaj youtube’owych tutoriali sprawiają, że obecnie szybciej można nabyć technicznych kompetencji do tworzenia atrakcyjnych wizualnie projektów, za którymi nie stoi jednak odpowiednio szeroka merytoryczna podbudowa. Ponadto, doświadczony grafik chciałby już zarabiać sensowne pieniądze, na co agencje niekoniecznie mogą chcieć się zgadzać i w konsekwencji stawiać na młodszych, tańszych (ale też mniej świadomych) pracowników. Zatem – tak, wyobrażam sobie, że ktoś może po prostu nie wiedzieć, że przed dwukropkiem nie powinno być spacji, a spójnik nie powinien sobie dyndać na końcu wiersza. Przynajmniej w języku polskim.
  3. Świadoma decyzja projektowa. Myślę, że w niektórych sytuacjach pozostawienie błędu w tekście jest celowe. Mam tu na myśli konkretnie wiszący spójnik, który z przyczyn „optycznych” może grafikowi lepiej leżeć na końcu wiersza, niż przed pojedynczym słowem po przeniesieniu. Tym bardziej, że pozostawianie wiszących spójników na końcu wiersza jest uznawane za błąd wyłącznie w języku polskim i czeskim. Jeżeli więc ktoś czerpie silne inspiracje ze składu tekstu w innych językach, to może chcieć po prostu zignorować tę zasadę. Jednak według reguł ortograficznych – oraz tych opisanych przez Polską Normę PN-P-55366:1983 – pojedynczych znaków na końcu wiersza pozostawiać nie wolno. (Co ciekawe, wspomnianą normę wycofano w 2014 roku, zatem istnieje teoretycznie podstawa do argumentacji, że już ona nie obowiązuje).

Lepiej przeczytać dwa razy

Moje motto na luty: Lepiej przeczytać dwa razy, niż wydrukować mural z błędami. Może jestem niedzisiejszy, jednak uważam, że wypuszczając jakąkolwiek kreację w świat, bierzemy za nią odpowiedzialność: za jej treść oraz za formę. Komunikaty umieszczone w przestrzeni publicznej, oglądane i czytane przez tysiące osób dziennie, oddziałują na odbiorców, zostają im w głowach. Warto się starać, by oddziaływały dobrze. A przynajmniej – aby nie propagowały błędów.