Webdesigner – czy powinien umieć kodować?

Przeczytałem ostatnio w Grafmagu ciekawy tekst o tym, dlaczego graficy projektujący strony powinni również – przynajmniej w drobnym stopniu – umieć kodować („O współpracy projektantów z koderami”). Jako webdesigner i frontendowiec wordpressowy w jednym, zgadzam się bez wahania z tezami artykułu. Jednak (bo zawsze jest jakieś „jednak”) czasami nieznajomość programistycznej strony zagadnienia przez twórcę projektu może przecież przynieść ciekawe i nowatorskie rozwiązania. Jak mawiał (ponoć) Einstein, „wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajdzie się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi”.

Webdesigner, który wie

Nie ulega kwestii, że webdesign ma swoje prawa i swoją specyfikę, które odróżniają go od projektowania do druku. Wynika to z wielu przyczyn. Dla mnie najistotniejsza jest ta, poruszana również we wspomnianym artykule, że nasz projekt musi być ostatecznie przetłumaczony na język rozumiany przez przeglądarki internetowe, a zatem nakładane są na niego rozmaite techniczne, obiektywne ograniczenia. O ile np. teoretycznie możliwe jest przygotowanie koncepcji, w której elementy dla każdej rozdzielczości wyglądają zupełnie inaczej i zajmują zupełnie różne lokalizacje, to jednak w rzeczywistości nie robi się takich rzeczy, bo z punktu widzenia kodu byłoby to dość absurdalne. W praktyce korzystamy z różnych sprawdzonych rozwiązań i schematów działania, używamy rozmaitych frameworków po to, aby nasze layouty działały niezawodnie i aby móc pracować szybciej. Mając do dyspozycji dobrodziejstwa w rodzaju Bootstrapa, gotowych pluginów jQuery, fantastycznych skrawków kodu na Codepenie, icon fontów a’la Font Awesome – rzadko kiedy programujemy strony całkowicie od podstaw. Praca programisty stron przypomina często układanie dzieła z gotowych klocków i jeżeli nie mamy takich, które pasują do projektu, to pojawia się problem. Dlatego właśnie webdesigner, znając programistyczną stronę zagadnienia, będzie projektował raczej takie layouty, które da się stworzyć z posiadanych przez frontendowca narzędzi.

Rzeczy stworzone w ten sposób zazwyczaj wyglądają dobrze, cieszą oko i sprawiają wrażenie zgodnych z obowiązującymi trendami. Jednak (tak, znowu „jednak”!) rzadko bywają nowatorskie.

Ten jeden, który nie wie

– Projektowanie do sieci przypomina teraz projektowanie książek, no nie? – powiedział mi ostatnio Marcin, znajomy grafik. Rzeczywiście, rozwój sieci i pojawienie się nowych technologii i możliwości zatarło część różnic pomiędzy tymi dziedzinami projektowania. Webdesigner ma teraz do dyspozycji czcionki internetowe i rozbudowane możliwości projektowania layoutów (frameworki, CSS3) pozwalające na tworzenie kompozycji opartych na typografii i precyzyjnym manewrowaniu światłem (pustą przestrzenią), a przy okazji ostatnie lata przyniosły rehabilitację bieli lub jasnej szarości jako prostego, uniwersalnego tła stron internetowych (co częściowo wynika ze specyfiki projektowania dla urządzeń mobilnych).

Mam obecnie możliwość współpracowania z Marcinem przy pewnym projekcie (sprawa jest jeszcze w toku, dlatego piszę bez linków i bez nazwisk). Występuję tam w roli programisty, on – w roli webdesignera. Ponieważ jednak jego specjalnością jest druk, a nie sieć, przygotowany projekt miał specyfikę mocno niesieciową. Siatka oparta na złotym podziale, a nie na dwunastu kolumnach, rozbudowana typografia, liczne opuszczenia, asymetrie, światła… Oczywiście, że chciało mi się powiedzieć: „Słuchaj, nie da się”. Jednak od początku wiedziałem, że się da. Po prostu nie dało się tego zrobić przy użyciu niezmodyfikowanych klocków.

Obecnie praca jest już na ukończeniu. Będzie to strona poświęcona kulturze Wielkopolski. Udało nam się – w dużej mierze – zachować drukowany charakter kompozycji, a przy okazji zadbać o to, aby dobrze wyglądała ona we wszystkich rozdzielczościach. Nie było to łatwe, jednak – z drugiej strony – nie było też bardzo trudne. Wymagało po prostu myślenia out of the box, woli współdziałania z obu stron, a w rezutlacie dało dużo frajdy.

Powinien, czy nie powinien?

Zatem, czy projektant stron internetowych (oraz aplikacji) powinien potrafić programować, czy nie? Mimo tego, co pisałem powyżej, myślę, że tak. Wyjątki od reguł są ożywcze; rezultaty nietypowych kooperacji bywają nowatorskie. Jednak zazwyczaj znajomość obu etapów tworzenia strony czy aplikacji (przynajmniej jej wizualnej warstwy) wyraźnie pomaga w pracy.

*

Na marginesie warto wspomnieć o materialnej stronie zagadnienia. Projekty standardowe, wykorzystujące wspomniane dobrodziejstwa frameworków HTML-owych i korzystające ze zwyczajowych rozwiązań, są znacznie szybsze w programowaniu i wdrażaniu. A wiadomo – czas to pieniądz. Dlatego nie ma się też co dziwić osobom, które, pracując w ramach ograniczonych budżetów i pod określony deadline, nie są skłonne bawić się w nowatorstwo. W takich sytuacjach webdesigner obeznany w programistycznych aspektach rzemiosła jest tym bardziej wartościowy.

 

Photo by Alvaro Reyes on Unsplash